O włos od tragedii! Duda wsiadł na pokład samolotu, a potem stało się TO. „Pomyślałem: jak to, ku**a”
Ten lot prezydenckiego samolotu miał być krótki. Ot, rutynowa podróż. Jednak lot do Rzeszowa mógł skończyć się tragedią. – Była atmosfera grozy. W tyle głowy był Smoleńsk – zdradza jeden z pasażerów. *Przypominamy teksty, które cieszyły się największą popularnością w 2025 r. Andrzej Duda nie wspomina o tym publicznie, ale 10 kwietnia 2010 roku mial lecieć do Smoleńska wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Co go uratowało? O szczegółach opowiadał profesor Andrzej Zoll w książce „Od dyktatury do demokracji. I z powrotem”. Dzień przed tragedią profesor spotkał Andrzeja Dudę na dworcu kolejowym. Przyszły prezydent zwierzył się prawnikowi, że nie poleci do Smoleńska z powodu… choroby córki Kingi. – Spytałem go nawet, czy nie leci rano do Smoleńska. Powiedział, że rozchorowała się jego córka i prezydent zwolnił go z tego lotu – czytamy w książce Zolla. Duda i dramatyczny lot 12 lat później Duda na pewno o tym myślał, gdy w samolocie, którym leciał do Rzeszowa, doszło do awarii. To też nie jest szerzej znany fakt, ale do tragedii było blisko. – Była atmosfera grozy. W tyle głowy był Smoleńsk – zdradza jeden z uczestników feralnego lotu w rozmowie z dziennikarzem Jackiem Gądkiem na łamach książki „Duduś. Prezydent we mgle. Kulisy Pałacu Andrzeja

Ten lot prezydenckiego samolotu miał być krótki. Ot, rutynowa podróż. Jednak lot do Rzeszowa mógł skończyć się tragedią. – Była atmosfera grozy. W tyle głowy był Smoleńsk – zdradza jeden z pasażerów.
*Przypominamy teksty, które cieszyły się największą popularnością w 2025 r.
Andrzej Duda nie wspomina o tym publicznie, ale 10 kwietnia 2010 roku mial lecieć do Smoleńska wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Co go uratowało? O szczegółach opowiadał profesor Andrzej Zoll w książce „Od dyktatury do demokracji. I z powrotem”. Dzień przed tragedią profesor spotkał Andrzeja Dudę na dworcu kolejowym. Przyszły prezydent zwierzył się prawnikowi, że nie poleci do Smoleńska z powodu… choroby córki Kingi.
– Spytałem go nawet, czy nie leci rano do Smoleńska. Powiedział, że rozchorowała się jego córka i prezydent zwolnił go z tego lotu – czytamy w książce Zolla.
Duda i dramatyczny lot
12 lat później Duda na pewno o tym myślał, gdy w samolocie, którym leciał do Rzeszowa, doszło do awarii. To też nie jest szerzej znany fakt, ale do tragedii było blisko.
– Była atmosfera grozy. W tyle głowy był Smoleńsk – zdradza jeden z uczestników feralnego lotu w rozmowie z dziennikarzem Jackiem Gądkiem na łamach książki „Duduś. Prezydent we mgle. Kulisy Pałacu Andrzeja Dudy”.
Był 25 marca 2022 roku, krótko po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Do Polski przybył z wizytą Joe Biden, Andrzej Duda wyleciał z Warszawy do Rzeszowa, by przywitać amerykańskiego prezydenta. Ale nagle zaczęły się problemy. Samolotem zaczęło trząść, szybko stało się jasne, że nie są to zwykłe turbulencje, a awaria maszyny. Kapitan zadecydował, że trzeba wracać do Warszawy.
– Może dojść do katastrofy. Zawracamy, bo jest za mało straży pożarnej, krwi i karetek w Rzeszowie. I jeszcze za krótki pas – padło przerażające uzasadnienie.
– Pomyślałem: jak to, ku**a, za mało krwi? Ja pier**lę – relacjonuje uczestnik lotu.
– Siedzimy w ciszy w tym trzęsącym się samolocie z jakąś groźną awarią. Nikt się nie odzywa. Andrzej mówi: „Panowie, pomódlmy się”. No i zaczęliśmy się modlić. Każdy się modlił. Sytuacja była bardzo poważna – dodaje inny pasażer.
„Kumoch dostał opier**l”
Andrzej Duda nie był zadowolony, bo stało się jasne, że spóźni się na spotkanie z Bidenem. Na szczęście nie podważał decyzji pilota.
– Andrzej Duda się nie bał. Mówił czasami tak: „Po Smoleńsku to ja mam każdy dzień podarowany”. Nie panikował – relacjonuje jeden z prezydenckich ministrów.
– Później się denerwował, że Biden będzie na niego czekał w Rzeszowie. Odreagowywał stres z pierwszego lotu, gdy udało się już dolecieć zapasową maszyną do Rzeszowa – dodaje inny pasażer. Dostało się Jakubowi Kumochowi, ówczesnemu szefowi Biura Polityki Międzynarodowej, który był odpowiedzialny za program wizyty Bidena. Mimo spóźnienia, chciał iść zgodnie z pierwotnymi zapisami.
– Kumoch dostał opier**l i wtedy nagle się okazało, że można wszystko zrobić i zmienić plan wizyty. Wielu współpracowników prezydenta wpada w jakąś rutynę. Kumoch także – opowiada prezydencki minister.
Źródło: Newsweek
Udostepnij artykul
