Polityka i spoleczenstwo

O włos od tragedii! Duda wsiadł na pokład samolotu, a potem stało się TO. „Pomyślałem: jak to, ku**a”

28 marca 2025, 17:01997 wyswietlen
Udostepnij:

Ten lot prezydenckiego samolotu miał być krótki. Ot, rutynowa podróż. Jednak lot do Rzeszowa mógł skończyć się tragedią. – Była atmosfera grozy. W tyle głowy był Smoleńsk – zdradza jeden z pasażerów. *Przypominamy teksty, które cieszyły się największą popularnością w 2025 r. Andrzej Duda nie wspomina o tym publicznie, ale 10 kwietnia 2010 roku mial lecieć do Smoleńska wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Co go uratowało? O szczegółach opowiadał profesor Andrzej Zoll w książce „Od dyktatury do demokracji. I z powrotem”. Dzień przed tragedią profesor spotkał Andrzeja Dudę na dworcu kolejowym. Przyszły prezydent zwierzył się prawnikowi, że nie poleci do Smoleńska z powodu… choroby córki Kingi. – Spytałem go nawet, czy nie leci rano do Smoleńska. Powiedział, że rozchorowała się jego córka i prezydent zwolnił go z tego lotu – czytamy w książce Zolla. Duda i dramatyczny lot 12 lat później Duda na pewno o tym myślał, gdy w samolocie, którym leciał do Rzeszowa, doszło do awarii. To też nie jest szerzej znany fakt, ale do tragedii było blisko. – Była atmosfera grozy. W tyle głowy był Smoleńsk – zdradza jeden z uczestników feralnego lotu w rozmowie z dziennikarzem Jackiem Gądkiem na łamach książki „Duduś. Prezydent we mgle. Kulisy Pałacu Andrzeja

O włos od tragedii! Duda wsiadł na pokład samolotu, a potem stało się TO. „Pomyślałem: jak to, ku**a”

Ten lot prezydenckiego samolotu miał być krótki. Ot, rutynowa podróż. Jednak lot do Rzeszowa mógł skończyć się tragedią. – Była atmosfera grozy. W tyle głowy był Smoleńsk – zdradza jeden z pasażerów.

*Przypominamy teksty, które cieszyły się największą popularnością w 2025 r.

Andrzej Duda nie wspomina o tym publicznie, ale 10 kwietnia 2010 roku mial lecieć do Smoleńska wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Co go uratowało? O szczegółach opowiadał profesor Andrzej Zoll w książce „Od dyktatury do demokracji. I z powrotem”. Dzień przed tragedią profesor spotkał Andrzeja Dudę na dworcu kolejowym. Przyszły prezydent zwierzył się prawnikowi, że nie poleci do Smoleńska z powodu… choroby córki Kingi.

 Spytałem go nawet, czy nie leci rano do Smoleńska. Powiedział, że rozchorowała się jego córka i prezydent zwolnił go z tego lotu – czytamy w książce Zolla.

Duda i dramatyczny lot

12 lat później Duda na pewno o tym myślał, gdy w samolocie, którym leciał do Rzeszowa, doszło do awarii. To też nie jest szerzej znany fakt, ale do tragedii było blisko.

Była atmosfera grozy. W tyle głowy był Smoleńsk – zdradza jeden z uczestników feralnego lotu w rozmowie z dziennikarzem Jackiem Gądkiem na łamach książki „Duduś. Prezydent we mgle. Kulisy Pałacu Andrzeja Dudy”.

Był 25 marca 2022 roku, krótko po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Do Polski przybył z wizytą Joe Biden, Andrzej Duda wyleciał z Warszawy do Rzeszowa, by przywitać amerykańskiego prezydenta. Ale nagle zaczęły się problemy. Samolotem zaczęło trząść, szybko stało się jasne, że nie są to zwykłe turbulencje, a awaria maszyny. Kapitan zadecydował, że trzeba wracać do Warszawy.

Może dojść do katastrofy. Zawracamy, bo jest za mało straży pożarnej, krwi i karetek w Rzeszowie. I jeszcze za krótki pas – padło przerażające uzasadnienie.

Pomyślałem: jak to, ku**a, za mało krwi? Ja pier**lę – relacjonuje uczestnik lotu.

Siedzimy w ciszy w tym trzęsącym się samolocie z jakąś groźną awarią. Nikt się nie odzywa. Andrzej mówi: „Panowie, pomódlmy się”. No i zaczęliśmy się modlić. Każdy się modlił. Sytuacja była bardzo poważna – dodaje inny pasażer.

„Kumoch dostał opier**l”

Andrzej Duda nie był zadowolony, bo stało się jasne, że spóźni się na spotkanie z Bidenem. Na szczęście nie podważał decyzji pilota.

Andrzej Duda się nie bał. Mówił czasami tak: „Po Smoleńsku to ja mam każdy dzień podarowany”. Nie panikował – relacjonuje jeden z prezydenckich ministrów.

Później się denerwował, że Biden będzie na niego czekał w Rzeszowie. Odreagowywał stres z pierwszego lotu, gdy udało się już dolecieć zapasową maszyną do Rzeszowa – dodaje inny pasażer. Dostało się Jakubowi Kumochowi, ówczesnemu szefowi Biura Polityki Międzynarodowej, który był odpowiedzialny za program wizyty Bidena. Mimo spóźnienia, chciał iść zgodnie z pierwotnymi zapisami.

Kumoch dostał opier**l i wtedy nagle się okazało, że można wszystko zrobić i zmienić plan wizyty. Wielu współpracowników prezydenta wpada w jakąś rutynę. Kumoch także – opowiada prezydencki minister.

Źródło: Newsweek

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz