Zrobiło się nerwowo! Człowiek Nawrockiego pokłócił się z dziennikarzem. „Błagam, bez jaj”
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz nie będzie tej wizyty w TVN24 wspominał dobrze – pokłócił się z dziennikarzem Konradem Piaseckim. Poszło o współpracę z rządem! Marcin Przydacz kłóci się z dziennikarzem Marcin Przydacz został w TVN24 zapytany to, że w dom w Wyrykach uderzył jednak nie rosyjski dron, jak pierwotnie zakładano, ale rakieta, która została wystrzelona przez polski myśliwiec F-16. Na tym polu doszło do chaosu informacyjnego. Nawet władze podawały sprzeczne komunikaty. I teraz wszyscy przerzucają się winą za to wszystko. — Prezydent zażądał dodatkowej informacji po publikacji „Rzeczpospolitej” [, która informowała o sprawie] i z tego, co wiem, wczoraj w późnych godzinach wieczornych taki raport do kancelarii trafił, ale też nie znam jego treści, bo jest raportem niejawnym i nie jestem jego adresatem — tłumaczył stronę prezydencką Przydacz. Piasecki zauważył, że prokuratura już 11 września podała, że w Wyrykach spadł niezidentyfikowany obiekt, ale nie był to dron. — Co szkodziło między 11 a 16 września wiedzę na temat tego, co spadło, próbować podjąć? Ktoś w BBN nie przeczytał tego komunikatu albo machnął na niego ręką i dopiero 16 zorientował się, że coś jest nie tak? — dopytywał Przydacza. I pytanie to bardzo się współpracownikowi Karola Nawrockiego nie spodobała.

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz nie będzie tej wizyty w TVN24 wspominał dobrze – pokłócił się z dziennikarzem Konradem Piaseckim. Poszło o współpracę z rządem!
Marcin Przydacz kłóci się z dziennikarzem
Marcin Przydacz został w TVN24 zapytany to, że w dom w Wyrykach uderzył jednak nie rosyjski dron, jak pierwotnie zakładano, ale rakieta, która została wystrzelona przez polski myśliwiec F-16. Na tym polu doszło do chaosu informacyjnego. Nawet władze podawały sprzeczne komunikaty. I teraz wszyscy przerzucają się winą za to wszystko.
— Prezydent zażądał dodatkowej informacji po publikacji „Rzeczpospolitej” [, która informowała o sprawie] i z tego, co wiem, wczoraj w późnych godzinach wieczornych taki raport do kancelarii trafił, ale też nie znam jego treści, bo jest raportem niejawnym i nie jestem jego adresatem — tłumaczył stronę prezydencką Przydacz.
Piasecki zauważył, że prokuratura już 11 września podała, że w Wyrykach spadł niezidentyfikowany obiekt, ale nie był to dron. — Co szkodziło między 11 a 16 września wiedzę na temat tego, co spadło, próbować podjąć? Ktoś w BBN nie przeczytał tego komunikatu albo machnął na niego ręką i dopiero 16 zorientował się, że coś jest nie tak? — dopytywał Przydacza.
I pytanie to bardzo się współpracownikowi Karola Nawrockiego nie spodobała. — Czyli pana zdaniem powinniśmy wydzwaniać od 10 września po ministerstwach i pytać, czy aby na pewno informacje docierające do prezydenta nie są sfałszowane, nie są mitem, dezinformacją? (…) To MON powinno informować głowę państwa, premiera i MSZ o faktach. Pan odwraca logikę i mówi, że to my mamy dopytywać MON, czy nie zafałszował rzeczywistości — nadymał się polityk PiS.
To przez Cenckiewicza?
Przydacz tłumaczył dalej, że to wszystko, co się stało, to wina Rosji. Poza tym władz, bo te nie podały prezydentowi informacji, o tym co stało się w Wyrykach. – Prezydent zwołał RBN, wezwał premiera, ministra obrony, generałów i na zamkniętym spotkaniu padały pytania o wyjaśnienie sytuacji. Jeśli MON miałby wtedy informacje, a 11 już prokuratura miała, to cóż szkodziło na RBN przedstawić całościowy raport w tym zakresie, albo przynajmniej wskazać, że tu są pewne wątpliwości — atakował rząd.
Dziennikarz nie dał się zbić z tropu i zasugerował, że takie informacje mogły nie zostać podane, bo na miejscu był Sławomir Cenckiewicz, który nie posiada dostępu do informacji niejawnych.
— I dlatego „Rzeczpospolita” musiała to ujawnić, taka jest logika dziennikarzy TVN. To była tak tajna informacja, że dopiero trzeba było poczekać, aż publicznie „Rzeczpospolita” [to pokaże] — ironizował polityk z PiS. — Nie no, błagam pana. To jest niepoważne. Rozumiem, że gra pan w tym momencie w orkiestrze politycznej, żeby przerzucić dyskusję na to, czy Cenckiewicz ma poświadczenia czy nie. No bez jaj — atakował Piaseckiego.
— Panie ministrze, jestem wyjątkowo nieutalentowany muzycznie i w żadnej orkiestrze nie gram. Pytam pana — jeśli analitycy BBN widzą taki komunikat prokuratury, to naprawdę nie powinni się tym zainteresować? — dopytywał nieugięty prowadzący.
— Analitycy BBN i prezydent czekają nie na dziesiątki komunikatów, tylko na bezpośrednią informację od szefa rządu albo ministra obrony narodowej — odpowiadał mu Przydacz.
Źródło: TVN24
Udostepnij artykul
