Zaskakujące słowa z Pałacu! Chodzi o konflikt Czarzastego i ambasadora USA. „Sześciorzędne znaczenie”
Prezydencki minister Marcin Przydacz bagatelizuje sprawę konfliktu Włodzimierza Czarzastego z ambasadorem USA. Nie oznacza to bynajmniej, że broni marszałka. Wręcz przeciwnie, nazwał go „komunistycznym aparatczykiem”. W czwartek ambasador USA w Polsce Tom Rose wywołał burzę, gdy zapowiedział zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Amerykanie obrazili się, ponieważ Czarzasty nie poparł wniosku o Nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa. Marszałek oświadczył na konferencji prasowej, że prezydent USA na nagrodę nie zasługuje, ponieważ destabilizuje sytuację w organizacjach międzynarodowych i prowadzi siłową politykę. Sprawa wywołała burzę, tematu szybko uczepili się politycy PiS, którzy sami wzięli ostatnio marszałka Sejmu na celownik. Po akcji Rose’a sami zaczęli lamentować, jak to Czarzasty niszczy relacje z największym, najlepszym sojusznikiem, czyli USA. Ale w piątek ton PiS trochę się zmienił. Politycy z Nowogrodzkiej nie zaprzestali w atakach na marszałka, ale obrali inną taktykę. Podczas konferencji prasowej polityków PiS wątek ambasadora pozostał na drugim planie. Skupiono się na doniesieniach „Gazety Polskiej” o rzekomych kontaktach Czarzastego i jego żony z rosyjską handlarką dziełami sztuki. W podobnym tonie mówił na antenie Radia Wnet prezydencki minister Marcin Przydacz. – Kłótnia pana marszałka Czarzastego nie jest punktem numer jeden. Dla polskiej gospodarki, polskiego bezpieczeństwa i w ogóle funkcjonowania państwa polskiego ma sześciorzędne znaczenie. (…) Ważny jest

Prezydencki minister Marcin Przydacz bagatelizuje sprawę konfliktu Włodzimierza Czarzastego z ambasadorem USA. Nie oznacza to bynajmniej, że broni marszałka. Wręcz przeciwnie, nazwał go „komunistycznym aparatczykiem”.
W czwartek ambasador USA w Polsce Tom Rose wywołał burzę, gdy zapowiedział zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Amerykanie obrazili się, ponieważ Czarzasty nie poparł wniosku o Nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa. Marszałek oświadczył na konferencji prasowej, że prezydent USA na nagrodę nie zasługuje, ponieważ destabilizuje sytuację w organizacjach międzynarodowych i prowadzi siłową politykę.
Sprawa wywołała burzę, tematu szybko uczepili się politycy PiS, którzy sami wzięli ostatnio marszałka Sejmu na celownik. Po akcji Rose’a sami zaczęli lamentować, jak to Czarzasty niszczy relacje z największym, najlepszym sojusznikiem, czyli USA.
Ale w piątek ton PiS trochę się zmienił. Politycy z Nowogrodzkiej nie zaprzestali w atakach na marszałka, ale obrali inną taktykę. Podczas konferencji prasowej polityków PiS wątek ambasadora pozostał na drugim planie. Skupiono się na doniesieniach „Gazety Polskiej” o rzekomych kontaktach Czarzastego i jego żony z rosyjską handlarką dziełami sztuki.
W podobnym tonie mówił na antenie Radia Wnet prezydencki minister Marcin Przydacz.
– Kłótnia pana marszałka Czarzastego nie jest punktem numer jeden. Dla polskiej gospodarki, polskiego bezpieczeństwa i w ogóle funkcjonowania państwa polskiego ma sześciorzędne znaczenie. (…) Ważny jest raczej życiorys Pana Czarzastego i jego kontakty towarzysko-biznesowe – oświadczył. Nawiązał też do wniosku o przyznanie Donaldowi Trumpowi pokojowej Nagrody Nobla, który stał się zarzewiem sporu.
– Absurdem jest to, że ktoś w Knesecie i w Izbie Reprezentantów wpadł na pomysł, żeby zapytać Czarzastego o tę sprawę. Na Boga Ojca, co to w ogóle za pomysł, by pytać Czarzastego, postkomunistycznego aparatczyka, czy będzie popierał Nobla dla Trumpa? – grzmiał Przydacz.
W PiS najwyraźniej zauważyli, że opinia publiczna źle oceniła zachowanie Rose’a. Polacy nie lubią być pouczani, nawet ze strony najlepszych sojuszników. Niewykluczone, że przy Nowogrodzkiej wyciągnięto wnioski z krytyki, jaka spadła na PiS, gdy rozpaczliwie tłumaczyli skandaliczne słowa Trumpa o sojusznikach NATO. Najwyraźniej poszedł więc przekaz, by bagatelizować sprawę ambasadora, bo ta nie przyniesie partii korzyści, ale skupiać się na atakach na marszałka z innej strony.
Źródło: Radio WNET
Udostepnij artykul
