Polityka i spoleczenstwo

To do niej Łukasz Żak zadzwonił od razu po wypadku. Teraz zeznawała przed sądem. „To było ok. godz. 4:30…”

23 listopada 2025, 06:42451 wyswietlen
Udostępnij:

Łukasz Żak jest oskarżony o spowodowanie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Przed sądem zeznawała jego ciotka, do której zadzwonił tuż po tragedii. Łukasz Żak przed sądem Za nami kolejna rozprawa sądowa w procesie, w którym Łukasz Żak oskarżony jest o spowodowanie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej, w której zginął 37-letni mężczyzna, a kilka osób zostało rannych. Sam Żak uciekł nie tylko z miejsca zdarzenia, lecz także z kraju. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Koniec końców, trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. Żak jest oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, ucieczkę z miejsca wypadku oraz za złamanie przepisów ruchu drogowego. Choć grozi mu 30-letnia odsiadka, podczas procesu nie okazuje żadnej skruchy, przeciwnie – zgrywa kozaka, a każda rozprawa to nowy cyrk z jego strony. Zeznania ciotki Podczas jednej z ostatnich rozpraw w sądzie zeznawała ciotka oskarżonego. To ona, wraz z dziadkami, wychowywała Żaka. Jak się dowiadujemy, jego ojciec siedział w więzieniu, a matka zmarła. – Był u mnie zameldowany. Dla mnie był grzeczny i uprzejmy. Dbał o nasze relacje. Pytał, czy ma zrobić zakupy, czy w czymś pomóc – opowiadała ciotka. Cóż, może i był dla niej sympatycznym krewnym, ale to chyba nie powinno stanowić taryfy ulgowej  w tym procesie. Co

To do niej Łukasz Żak zadzwonił od razu po wypadku. Teraz zeznawała przed sądem. „To było ok. godz. 4:30…”

Łukasz Żak jest oskarżony o spowodowanie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Przed sądem zeznawała jego ciotka, do której zadzwonił tuż po tragedii.

Łukasz Żak przed sądem

Za nami kolejna rozprawa sądowa w procesie, w którym Łukasz Żak oskarżony jest o spowodowanie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej, w której zginął 37-letni mężczyzna, a kilka osób zostało rannych. Sam Żak uciekł nie tylko z miejsca zdarzenia, lecz także z kraju. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Koniec końców, trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości.

Żak jest oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, ucieczkę z miejsca wypadku oraz za złamanie przepisów ruchu drogowego. Choć grozi mu 30-letnia odsiadka, podczas procesu nie okazuje żadnej skruchy, przeciwnie – zgrywa kozaka, a każda rozprawa to nowy cyrk z jego strony.

Zeznania ciotki

Podczas jednej z ostatnich rozpraw w sądzie zeznawała ciotka oskarżonego. To ona, wraz z dziadkami, wychowywała Żaka. Jak się dowiadujemy, jego ojciec siedział w więzieniu, a matka zmarła. – Był u mnie zameldowany. Dla mnie był grzeczny i uprzejmy. Dbał o nasze relacje. Pytał, czy ma zrobić zakupy, czy w czymś pomóc – opowiadała ciotka. Cóż, może i był dla niej sympatycznym krewnym, ale to chyba nie powinno stanowić taryfy ulgowej  w tym procesie.

Co istotne, to do niej Żak miał zadzwonić niedługo po spowodowanym wypadku i opowiedzieć, co zaszło. – To było ok. godz. 4:30. Powiedział: „Ciociu, miałem wypadek, przepraszam” – zeznawała.

Dla ciotki Żak był „grzeczny i uprzejmy”, ale jego sąsiedzi, którzy znali go już z „dorosłych czasów” zupełnie inaczej go opisali. Opowiedzieli o licznych libacjach, które urządzał w swoim domu. – Przychodzili tu do niego dziwni ludzie. To było szemrane towarzystwo. W mieszkaniu non stop było głośno. Na klatce było naprawdę nieprzyjemnie. Strach było wyjść z mieszkania – ujawnił w rozmowie z „Faktem” jeden z sąsiadów. – Odbywały się tam takie imprezy, że nie dało się chwilami tego wytrzymać. Krzyki, kłótnie, awantury. Policja była tu na porządku dziennym – mówiła natomiast sąsiadka.

Źródło: Fakt

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz