Polityka i spoleczenstwo

Starcie w Sejmie! Marszałek Czarzasty dał Boguckiemu lekcję kultury. „To się mówi dzień dobry”

18 grudnia 2025, 15:07376 wyswietlen
Udostępnij:

Awantura przed ważnym głosowaniem! Zbigniew Bogucki ruszył ku mównicy, by zabrać głos. Marszałek Włodzimierz Czarzasty szybko dał mu lekcję kultury. Trochę kultury w Sejmie! Włodzimierz Czarzasty dał Zbigniewowi Boguckiemu do zrozumienia, że w Sejmie przydałoby się trochę kultury. W środowy wieczór 17 grudnia, tuż przed głosowaniem nad odrzuceniem prezydenckiego weta do tzw. ustawy łańcuchowej, szef Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego niespodziewanie zażądał głosu z mównicy. – 186 – rzucił w stronę marszałka Sejmu. – Słucham? – zapytał Czarzasty. – 186 – odparł roszczeniowym tonem Bogucki. – Prosi pan o głos? To się mówi: „dzień dobry, proszę o głos” – pouczył go marszałek i dopuścił do głosu. Wystąpienie Boguckiego miało jednak niewiele wspólnego z merytoryczną debatą o losie zwierząt. Zaczął od klasycznej narracji obozu prezydenckiego i PiS, zarzucając rządzącej koalicji, że wcale nie chodzi jej o dobro zwierząt. Według niego jedynym „właściwym” rozwiązaniem miał być projekt prezydencki, który – jak stwierdził – mógłby zostać uchwalony błyskawicznie, gdyby tylko większość sejmowa chciała z nim pracować. Argument ten brzmiał jednak dość osobliwie w kontekście weta, które realnie blokuje obowiązujące przepisy. Prawdziwa eskalacja nastąpiła, gdy Bogucki zwrócił się bezpośrednio do Donalda Tuska. Z sejmowej mównicy padła seria oskarżeń dotyczących służby zdrowia, polityki lekowej i niespełnionych

Starcie w Sejmie! Marszałek Czarzasty dał Boguckiemu lekcję kultury. „To się mówi dzień dobry”

Awantura przed ważnym głosowaniem! Zbigniew Bogucki ruszył ku mównicy, by zabrać głos. Marszałek Włodzimierz Czarzasty szybko dał mu lekcję kultury.

Trochę kultury w Sejmie!

Włodzimierz Czarzasty dał Zbigniewowi Boguckiemu do zrozumienia, że w Sejmie przydałoby się trochę kultury. W środowy wieczór 17 grudnia, tuż przed głosowaniem nad odrzuceniem prezydenckiego weta do tzw. ustawy łańcuchowej, szef Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego niespodziewanie zażądał głosu z mównicy.

186 – rzucił w stronę marszałka Sejmu.

Słucham? – zapytał Czarzasty.

186 – odparł roszczeniowym tonem Bogucki.

Prosi pan o głos? To się mówi: „dzień dobry, proszę o głos” – pouczył go marszałek i dopuścił do głosu.

Wystąpienie Boguckiego miało jednak niewiele wspólnego z merytoryczną debatą o losie zwierząt. Zaczął od klasycznej narracji obozu prezydenckiego i PiS, zarzucając rządzącej koalicji, że wcale nie chodzi jej o dobro zwierząt. Według niego jedynym „właściwym” rozwiązaniem miał być projekt prezydencki, który – jak stwierdził – mógłby zostać uchwalony błyskawicznie, gdyby tylko większość sejmowa chciała z nim pracować. Argument ten brzmiał jednak dość osobliwie w kontekście weta, które realnie blokuje obowiązujące przepisy.

Prawdziwa eskalacja nastąpiła, gdy Bogucki zwrócił się bezpośrednio do Donalda Tuska. Z sejmowej mównicy padła seria oskarżeń dotyczących służby zdrowia, polityki lekowej i niespełnionych obietnic wyborczych. Premier reagował na ten wywód z wyraźnym dystansem, uśmiechając się i nie podejmując polemiki.

Kulminacją wystąpienia były jednak słowa, które trudno uznać za cokolwiek innego niż insynuację rodem z najostrzejszej propagandy PiS. Bogucki mówił o „łańcuchu”, na którym rzekomo miał znajdować się Donald Tusk w przeszłości, nawiązując do wielokrotnie powielanych przez prawicę narracji o rzekomej zależności premiera od obcych interesów. W tym momencie debata o ustawie definitywnie zeszła na poziom politycznego hejtu.

Na tym Bogucki nie poprzestał. W dalszej części wystąpienia zaatakował także marszałka Czarzastego, reagując na jego wcześniejsze słowa o prezydencie Nawrockim. W odpowiedzi minister z Kancelarii Prezydenta sięgnął po retorykę historycznych wycieczek i oskarżeń o ideowe korzenie w PZPR, co wywołało kolejne emocje na sali.

Cała scena pokazała jedno: dla obozu prezydenckiego i PiS nawet tak wrażliwy temat jak ochrona zwierząt jest jedynie pretekstem do politycznej awantury. Zamiast rzeczowej rozmowy – personalne ataki, insynuacje i próba narzucenia narracji o „zdradzie” i „łańcuchach”. A wszystko to w wykonaniu urzędnika, który formalnie powinien stać na straży powagi urzędu prezydenta, a nie zamieniać sejmową mównicę w tubę partyjnej agresji.

Źródło: Wirtualna Polska

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz