Polityka i spoleczenstwo

O włos od tragedii, maszynista o wszystkim opowiedział. „Około 7.20 zauważyłem przeszkodę”

20 listopada 2025, 09:59372 wyswietlen
Udostępnij:

W weekend doszło na kolei do sabotażu: agenci rosyjscy zniszczyli fragment torów w pobliżu stacji Mika. – Miejsce wybuchu znajduje się na łuku i wysokim nasypie. W takich warunkach skutki wykolejenia mogłyby być katastrofalne – mówi maszynista, który prowadził skład.  Atak służb rosyjskich Wieczorem 16 listopada dwóch Ukraińców, którzy działali na zlecenie Rosji, wysadziło fragment torów, które znajdowały się niedaleko stacji kolejowej PKP Mika, na trasie Warszawa-Lublin. Stało się to po godz. 21, gdyż wtedy okoliczni mieszkańcy słyszeli huk. Dzień później premier Donald Tusk potwierdził, że była to dywersja, celowe działanie, które miało doprowadzić do sparaliżowania kolei. Atak hybrydowy nie do końca się powiódł – w nocy z 16 na 17 listopada przez uszkodzone tory przejechało kilka pociągów. Dopiero maszynista Kolei Mazowieckich, Mateusz Maciak, jako pierwszy zatrzymał swój skład przed uszkodzonym odcinkiem. – Informację o możliwej nierówności w torze otrzymałem przez radiotelefon od dyżurnego ruchu, już po ruszeniu z przystanku Mika. Jechałem bardzo wolno, obserwując tory. Około 7.20 zauważyłem przeszkodę i natychmiast zatrzymałem skład – powiedział mediom. – Po zatrzymaniu pociągu upewniłem się, że skład w całości stoi na szynach i się nie wykoleił. Następnie poinformowałem dyżurnego ruchu i wraz z kierownikiem pociągu dokonałem oględzin – dodał. Mogło dojść do

O włos od tragedii, maszynista o wszystkim opowiedział. „Około 7.20 zauważyłem przeszkodę”

W weekend doszło na kolei do sabotażu: agenci rosyjscy zniszczyli fragment torów w pobliżu stacji Mika. – Miejsce wybuchu znajduje się na łuku i wysokim nasypie. W takich warunkach skutki wykolejenia mogłyby być katastrofalne – mówi maszynista, który prowadził skład. 

Atak służb rosyjskich

Wieczorem 16 listopada dwóch Ukraińców, którzy działali na zlecenie Rosji, wysadziło fragment torów, które znajdowały się niedaleko stacji kolejowej PKP Mika, na trasie Warszawa-Lublin. Stało się to po godz. 21, gdyż wtedy okoliczni mieszkańcy słyszeli huk. Dzień później premier Donald Tusk potwierdził, że była to dywersja, celowe działanie, które miało doprowadzić do sparaliżowania kolei.

Atak hybrydowy nie do końca się powiódł – w nocy z 16 na 17 listopada przez uszkodzone tory przejechało kilka pociągów. Dopiero maszynista Kolei Mazowieckich, Mateusz Maciak, jako pierwszy zatrzymał swój skład przed uszkodzonym odcinkiem. – Informację o możliwej nierówności w torze otrzymałem przez radiotelefon od dyżurnego ruchu, już po ruszeniu z przystanku Mika. Jechałem bardzo wolno, obserwując tory. Około 7.20 zauważyłem przeszkodę i natychmiast zatrzymałem skład powiedział mediom. – Po zatrzymaniu pociągu upewniłem się, że skład w całości stoi na szynach i się nie wykoleił. Następnie poinformowałem dyżurnego ruchu i wraz z kierownikiem pociągu dokonałem oględzin – dodał.

Mogło dojść do tragedii

Nie wiadomo, jakim cudem wcześniej pociągi dawały radę przejechać ten odcinek – maszynista twierdzi, że było blisko tragedii. – Pociąg, który prowadziłem, mógł poruszać się z prędkością 120 km/h, ale inne składy na tym odcinku osiągają nawet 160 km/h. W dodatku miejsce wybuchu znajduje się na łuku i wysokim nasypie. W takich warunkach skutki wykolejenia mogłyby być katastrofalne opisuje sprawę Maciak. – Po uświadomieniu sobie, jak tragiczne mogłyby być skutki, poczułem przerażenie. Starałem się jednak zachować spokój, choć czułem się nieswojo. Raczej nikt z nas, wychodząc do pracy, czy jadąc pociągiem, nie myśli, że ktoś mógłby chcieć wyrządzić krzywdę w taki sposób – dodał.

Warto dodać, że obaj sprawcy próbowali też dokonać sabotażu pod Puławami. Obaj uciekli na Białoruś i choć polskie władze domagają się ich złapania i przekazania ABW, szanse na to są małe. Potwierdza to, że był to atak hybrydowy, za którym stali Rosjanie.

Źródło: Fakt.pl

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz