Polityka i spoleczenstwo

Nowacka dała do pieca, w Pałacu się wściekną! Ministra brutalnie ocenia działania Nawrockiego. „Niech ogarnie swoje..."

8 stycznia 2026, 12:50421 wyswietlen
Udostępnij:

„Kompromitacja”, „bubel prawny” i „zbieranina plotek”, tak ministra edukacji Barbara Nowacka nazywa uzasadnienie do kolejnego prezydenckiego weta. Dla szefowej resortu środowisko prezydenta kompromituje go w oczach całego społeczeństwa. Wydaje się jednak, że Karol Nawrocki stosuje przemyśla strategię, ale nie wiadomo czy zdaje sobie sprawę, że w przyszłości będzie musiał zapłacić za to wysoką cenę. Ministra Barbara Nowacka zwraca uwagę, że pojedyncze zdania krytyki prezydenta Karola Nawrockiego zaczynają układać się w coś więcej niż tylko polityczny spór. Nikt już nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z ostrym starciem o sens działania najwyższego urzędu państwowego. Po ostatnim wecie do nowelizacji Prawa oświatowego, który miało odblokować tak zwaną reformę Kompas Jutra, minister edukacji Barbara Nowacka nie przebierała w słowach. – Nie mam wielkich oczekiwań względem prezydenta, ale zakładałam, że jego otoczenie nie będzie go aż tak kompromitować – mówiła w TVN24 z wyraźnym zażenowaniem. To mocne słowa, ale nie pozbawione racji, jeżeli spojrzymy na treść uzasadnienia. Zgodnie z relacją w TVN24, zawiera ono kwestie, które „w ogóle nie pojawiały się w uchwalonej ustawie”, tłumaczy Nowacka, a zarzuty dotyczące zmian w edukacji odnoszą się już do obowiązujących zapisów. Gdy minister Nowacka mówiła, że „patrzyliśmy na to z zażenowaniem, gdy z ważnego państwowego urzędu

Nowacka dała do pieca, w Pałacu się wściekną! Ministra brutalnie ocenia działania Nawrockiego. „Niech ogarnie swoje..."

„Kompromitacja”, „bubel prawny” i „zbieranina plotek”, tak ministra edukacji Barbara Nowacka nazywa uzasadnienie do kolejnego prezydenckiego weta. Dla szefowej resortu środowisko prezydenta kompromituje go w oczach całego społeczeństwa. Wydaje się jednak, że Karol Nawrocki stosuje przemyśla strategię, ale nie wiadomo czy zdaje sobie sprawę, że w przyszłości będzie musiał zapłacić za to wysoką cenę.

Ministra Barbara Nowacka zwraca uwagę, że pojedyncze zdania krytyki prezydenta Karola Nawrockiego zaczynają układać się w coś więcej niż tylko polityczny spór. Nikt już nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z ostrym starciem o sens działania najwyższego urzędu państwowego. Po ostatnim wecie do nowelizacji Prawa oświatowego, który miało odblokować tak zwaną reformę Kompas Jutra, minister edukacji Barbara Nowacka nie przebierała w słowach.

Nie mam wielkich oczekiwań względem prezydenta, ale zakładałam, że jego otoczenie nie będzie go aż tak kompromitować – mówiła w TVN24 z wyraźnym zażenowaniem.

To mocne słowa, ale nie pozbawione racji, jeżeli spojrzymy na treść uzasadnienia. Zgodnie z relacją w TVN24, zawiera ono kwestie, które „w ogóle nie pojawiały się w uchwalonej ustawie”, tłumaczy Nowacka, a zarzuty dotyczące zmian w edukacji odnoszą się już do obowiązujących zapisów.

Gdy minister Nowacka mówiła, że „patrzyliśmy na to z zażenowaniem, gdy z ważnego państwowego urzędu przychodzi taki bubel”, a potem ironizowała, że prezydent „może niech ogarnie trochę swoje otoczenie”, dotyka sedna problemu. Argumentacja stojąca za wezwaniem do weta nie tylko nie przekonuje merytorycznie, ale wręcz odbiega od rzeczywistości legislacyjnej.

Piszą o kwestiach dotyczących nauczycieli wychowania przedszkolnego, których w ogóle w tej ustawie nigdy nie było. Tak jakby ktoś popatrzył sobie we wpis do wykazu prac, posłuchał plotek, porozmawiał z kimś niekompetentnym i wypisał to panu prezydentowi jako uzasadnienie – kontynuowała.

Destrukcja zamiast Konstytucja

Zawetowanie ustawy edukacyjnej w takim kształcie, bez sensownego merytorycznego uzasadnienia, wygląda na użycie prawa weta mniej jako instrumentu ochrony konstytucyjności, a bardziej jako narzędzia walki politycznej ponad rozsądek. W ten sposób spór wykracza poza formalne procedury konstytucyjne. Prezydent, choć zgodnie z Konstytucją uprawniony do wetowania ustaw, nie jawi się jako strażnik porządku prawnego. Zdecydowanie staje się aktorem marnego przedstawienia, podważając autorytet własnego urzędu, destabilizując proces legislacyjny i niszcząc debatę publiczną.

Z tym, że w kuluarach partyjnych PiS oraz na samej Nowogrodzkiej trwa poklask radości, bo działania Nawrockiego przypominają jeden do jeden praktykę, która od lat stosuje Jarosław Kaczyński. Destrukcja jest wpisana w model jego rządów, a tym bardziej jest ona pożądana, im głośniejszy krzyk wydarza się wokół niej. Pozostaje tylko pytanie, czy Nawrocki zgadza się, na dawania swojej twarzy takim działaniom z wyrachowania, w ramach wspólnej polityki z PiS, czy po prostu z naiwności?

Nie jest to pierwszy raz, gdy Nawrocki decyduje się na weto. Wcześniej powstrzymał przed wejściem w życie m.in. ustawę o wsparciu dla uchodźców z Ukrainy. Szeroko krytykowaną przez rząd i media, jako blokująca pomoc dla rodzin i dzieci w potrzebie. Wielu komentatorów zaczęło już nazywać go „wetomatem” i nie chodzi tu tylko o liczbę odrzuconych ustaw, ale o jakość argumentów i brak przekonujących uzasadnień merytorycznych przy kolejnych wetach. Jak maszyna, która bezmyślnie jest włączana lub nie.

Weto jako broń obusieczna

Edukacyjna reforma Kompas Jutra była kluczowym elementem polityki oświatowej rządu. Zamiast rzeczowej debaty o jej wadach i zaletach, dostaliśmy uzasadnienie weta, które, jak twierdzą jego krytycy, „odnosi się do rzeczy, których w ustawie nie ma” i wywołuje konsternację nie tylko w obozie rządzącym, ale wśród ekspertów edukacyjnych.

Pod koniec 2025 i na początku 2026 roku kwestia prezydenckiego weta stała się znakiem czasu. Prezydent podejmie dialog merytoryczny albo jego działania będą coraz częściej kojarzone z konstytucyjną destrukcją. Jego weta przypominają polityczny cios pod publiczkę zamiast rzeczowej argumentacji. Z tym, że jak zwracają uwagę politolodzy, ten rodzaj ciosów jest coraz mniej skuteczny i zamiast adwersarzy zacznie w końcu boleć samego Nawrockiego.

źródło: TVN24

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz