Nerwowo na spotkaniu PiS! Posłowie pokłócili się z Błaszczakiem, wszystko przez TEGO polityka. „Mówili, że szkodzi”
Łukasz Mejza znów jest bohaterem afery. Czy w PiS stracą do niego cierpliwość? Okazuje się, że w partii odbyła się burzliwa dyskusja na jego temat. Mejza i kolejna afera Łukasz Mejza startował w wyborach parlamentarnych z list PiS. Nowogrodzka przygarnęła go do siebie, choć polityk miał już na koncie grubą aferę – był zamieszany w naciąganie rodzin chorych dzieci na kontrowersyjne terapie. Dlaczego PiS wziął pod swoje skrzydła skompromitowanego polityka? Wydaje się oczywiste, że przynosi partii więcej szkody niż pożytku. I wygląda na to, że wielu członków PiS już o tym wie. „Newsweek” opisuje burzliwe kulisy zebrania komitetu wykonawczego PiS. Jednym z tematów spotkania był Łukasz Mejza i jego rajd. Poseł został w poniedziałek zatrzymany przez policję, pędził z prędkością 200 km na godzinę, choć dopuszczalne było 120 km na godzinę. Nie przyjął mandatu, zasłonił się immunitetem. Potem tłumaczył się, że nie przyjął mandatu, bo spieszył się na lot. Nerwy na spotkaniu Zebranie komitetu PiS prowadził Mariusz Błaszczak i, jak się okazuje, to on najbardziej bronił skompromitowanego posła. Atmosfera spotkania była nerwowa. — Miał dłuższą wypowiedź, że jesteśmy niesprawiedliwie atakowani za sprawę Łukasza Mejzy. Według niego inni politycy z partii koalicyjnych dopuszczają się gorszych rzeczy niż Mejza, a nie uderza w

Łukasz Mejza znów jest bohaterem afery. Czy w PiS stracą do niego cierpliwość? Okazuje się, że w partii odbyła się burzliwa dyskusja na jego temat.
Mejza i kolejna afera
Łukasz Mejza startował w wyborach parlamentarnych z list PiS. Nowogrodzka przygarnęła go do siebie, choć polityk miał już na koncie grubą aferę – był zamieszany w naciąganie rodzin chorych dzieci na kontrowersyjne terapie. Dlaczego PiS wziął pod swoje skrzydła skompromitowanego polityka? Wydaje się oczywiste, że przynosi partii więcej szkody niż pożytku. I wygląda na to, że wielu członków PiS już o tym wie.
„Newsweek” opisuje burzliwe kulisy zebrania komitetu wykonawczego PiS. Jednym z tematów spotkania był Łukasz Mejza i jego rajd. Poseł został w poniedziałek zatrzymany przez policję, pędził z prędkością 200 km na godzinę, choć dopuszczalne było 120 km na godzinę. Nie przyjął mandatu, zasłonił się immunitetem. Potem tłumaczył się, że nie przyjął mandatu, bo spieszył się na lot.
Nerwy na spotkaniu
Zebranie komitetu PiS prowadził Mariusz Błaszczak i, jak się okazuje, to on najbardziej bronił skompromitowanego posła. Atmosfera spotkania była nerwowa.
— Miał dłuższą wypowiedź, że jesteśmy niesprawiedliwie atakowani za sprawę Łukasza Mejzy. Według niego inni politycy z partii koalicyjnych dopuszczają się gorszych rzeczy niż Mejza, a nie uderza w nich taka fala krytyki – relacjonuje „Newsweekowi” uczestnik spotkania. Typowe zagranie PiS – odwracać kota ogonem, usprawiedliwiać się tym, że inni też mają coś na sumieniu.
– Błaszczak mówił, inni powodowali wypadki i groźne sytuacje, a Łukasz Mejza jest atakowany dużo bardziej, więc powinniśmy go solidarnie bronić – opowiada rozmówca „Newsweeka”. Ale to wcale nie przekonało uczestników spotkania, bo po prostu cierpliwość do Mejzy się skończyła.
– Kilka osób zabrało głos. Mówili, że Mejza nam szkodzi – relacjonują informatorzy „Newsweeka”.
W PiS mogą być źli na skompromitowanego polityka, bo jego rajd przykrył główny temat budowany na Nowogrodzkiej. Akurat mijają dwa lata od wyborów 15 października, w wyniku których Kaczyński i spółka stracili władzę. Nowogrodzka przygotowała skoordynowaną akcję, politycy PiS od kilku dni grzmi o „dwóch latach chaosu” i ostro atakuje rząd. A przez rajd Mejzy muszą tłumaczyć się z zachowania skompromitowanego kolegi.
Źródło: Newsweek
Udostepnij artykul
