Nawrocki postraszył! Już zapowiedział, co może zrobić z kluczową ustawą. „Jestem gotowy...”
Karol Nawrocki nie ułatwia rządowi pracy, a wszystko wskazuje na to, że dopiero się rozkręca. Już ostrzega, że może nie podpisać ustawy budżetowej. Karol Nawrocki pełni rolę prezydenta już sto dni i przez ten czas potwierdziło się, że nie ma zamiaru ułatwiać rządowi pracy. Zawetował kilka kluczowych ustaw, a za to zrzucił na rząd spełnienie swojej sztandarowej obietnicy o obniżce cen prądu. Choć obiecywał, że w ciągu stu dni od objęcia urzędu zapłacimy mniejsze rachunki, to realizacja tej obietnicy ograniczyła się do wysłania na ostatnią chwilę projektu do Sejmu. Ale te sto dni to tylko rozgrzewka. Nie ma wątpliwości, że Nawrocki dopiero się rozkręca i w przyszłości będzie wykorzystywał każdą okazję, by rzucać rządowi kłody pod nogi. – Jeśli jednak ma to (współpraca z rządem – red.) polegać na tym, że środowisko pana premiera czy polski rząd będą oczekiwały, iż będę akceptował wszystko, co przyjdzie większości parlamentarnej do głowy, to chcę wyraźnie powiedzieć, że nie taka jest istota mojej roli w państwie – mówił Nawrocki w wywiadzie dla „Do Rzeczy”. Jak stwierdził, jeśli decyzje premiera mają skłaniać go do bycia „notariuszem większości parlamentarnej”, to nie jest to konstrukcja, na którą umawiał się z Polakami. Nawrocki już sugeruje, że nie będzie miał

Karol Nawrocki nie ułatwia rządowi pracy, a wszystko wskazuje na to, że dopiero się rozkręca. Już ostrzega, że może nie podpisać ustawy budżetowej.
Karol Nawrocki pełni rolę prezydenta już sto dni i przez ten czas potwierdziło się, że nie ma zamiaru ułatwiać rządowi pracy. Zawetował kilka kluczowych ustaw, a za to zrzucił na rząd spełnienie swojej sztandarowej obietnicy o obniżce cen prądu. Choć obiecywał, że w ciągu stu dni od objęcia urzędu zapłacimy mniejsze rachunki, to realizacja tej obietnicy ograniczyła się do wysłania na ostatnią chwilę projektu do Sejmu.
Ale te sto dni to tylko rozgrzewka. Nie ma wątpliwości, że Nawrocki dopiero się rozkręca i w przyszłości będzie wykorzystywał każdą okazję, by rzucać rządowi kłody pod nogi.
– Jeśli jednak ma to (współpraca z rządem – red.) polegać na tym, że środowisko pana premiera czy polski rząd będą oczekiwały, iż będę akceptował wszystko, co przyjdzie większości parlamentarnej do głowy, to chcę wyraźnie powiedzieć, że nie taka jest istota mojej roli w państwie – mówił Nawrocki w wywiadzie dla „Do Rzeczy”. Jak stwierdził, jeśli decyzje premiera mają skłaniać go do bycia „notariuszem większości parlamentarnej”, to nie jest to konstrukcja, na którą umawiał się z Polakami.
Nawrocki już sugeruje, że nie będzie miał problemu ze skierowaniem ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego. Ta ustawa to jedyna, której prezydent nie może zawetować, ale to nie oznacza, że nie zrobi rządowi pod górkę.
– Biorę wszystkie możliwości pod uwagę. Rzeczywiście, stan finansów publicznych jest straszny. Trudno się dziwić, skoro główną motywacją ministra finansów, jak sam mówi, jest zemsta, a nie dbanie o stan finansów publicznych – stwierdził Nawrocki. – Wskazywałem rzeczy, które są ważne dla Polaków i które, mam nadzieję, ostatecznie zostaną uwzględnione w budżecie państwa w skali możliwej do realizacji. Jeśli tak się nie stanie i będzie to budżet, który wzbudzi moje obawy, to jestem gotowy podjąć każdą decyzję – zagroził rządowi Donalda Tuska.
Tego na pewno oczekuje od prezydenta Nowogrodzka. PiS, odkąd straciło władzę, wierzy, że okołobudżetowe zamieszanie pozwoli obalić rząd Donalda Tuska. Co rok prezes i spółka zacierają rączki, ale co rok musieli obejść się smakiem. PiS nie może liczyć na rozwiązanie parlamentu, bo przepisy przewidują manewr z TK. Po prostu rząd będzie pracował na tzw. prowizorium budżetowym i teoretycznie powinien przedstawić nowy projekt, bez „niekonstytucyjnych” zapisów. Podstawa do skrócenia kadencji parlamentu byłaby tylko w przypadku, gdyby Nawrocki nie dostał na biurko ustawy budżetowej.
Źródło: DoRzeczy.pl
Udostepnij artykul
