Polityka i spoleczenstwo

Kaczyński ma chytry plan! To DLATEGO namaścił Czarnka na premiera? „Pasuje do walki o...”

19 października 2025, 08:05830 wyswietlen
Udostępnij:

Jarosław Kaczyński niespodziewanie namaścił Przemysława Czarnka na przyszłego premiera. Czy prezes ma chytry plan na wybory? Czarnek będzie premierem? W sobotę 11 października odbyła się w Warszawie antyimigrancka manifestacja PiS. Ze sceny ustawionej na palcu Zamkowym przemawiała cała wierchuszka PiS – Jarosław Kaczyński, Beata Szydło, Mariusz Błaszczak, Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek. Powtarzali oklepane formułki o złym Tusku, złej Unii, Niemcach i utracie suwerenności. Na tle tych hasełek najciekawsze były słowa Kaczyńskiego o… Przemysławie Czarnku. Prezes PiS powiedział, że towarzyszy mu „dwoje premierów”, mając na myśli Szydło i Morawieckiego. Błaszczaka też nazwał „premierem” z grzeczności – były szef MON był wicepremierem w rządzie Zjednoczonej Prawicy. Z tego grona tylko Czarnek nie miał premierowskiej funkcji, ale Kaczyński rzucił wymowne słowa. – I wreszcie, nie był jak dotąd premierem, ale pewnie będzie, pan Przemek, pan minister Przemysław Czarnek – powiedział prezes. Czy da się to odczytać inaczej, niż jako namaszczenie Czarnka na szefa przyszłego rządu PiS? I zagranie to ciekawe, bo przecież przy Nowogrodzkiej ustawiła się cała kolejka chętnych do roli premiera. Takie ambicje mają choćby Mateusz Morawiecki czy Tobiasz Bocheński. Jest więc oczywiste, że te pozornie niewinne słowa prezesa wywołały niepokój u innych kandydatów. Znając Kaczyńskiego, nie był to przypadek – on lubi

Kaczyński ma chytry plan! To DLATEGO namaścił Czarnka na premiera? „Pasuje do walki o...”

Jarosław Kaczyński niespodziewanie namaścił Przemysława Czarnka na przyszłego premiera. Czy prezes ma chytry plan na wybory?

Czarnek będzie premierem?

W sobotę 11 października odbyła się w Warszawie antyimigrancka manifestacja PiS. Ze sceny ustawionej na palcu Zamkowym przemawiała cała wierchuszka PiS – Jarosław Kaczyński, Beata Szydło, Mariusz Błaszczak, Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek. Powtarzali oklepane formułki o złym Tusku, złej Unii, Niemcach i utracie suwerenności. Na tle tych hasełek najciekawsze były słowa Kaczyńskiego o… Przemysławie Czarnku.

Prezes PiS powiedział, że towarzyszy mu „dwoje premierów”, mając na myśli Szydło i Morawieckiego. Błaszczaka też nazwał „premierem” z grzeczności – były szef MON był wicepremierem w rządzie Zjednoczonej Prawicy. Z tego grona tylko Czarnek nie miał premierowskiej funkcji, ale Kaczyński rzucił wymowne słowa.

I wreszcie, nie był jak dotąd premierem, ale pewnie będzie, pan Przemek, pan minister Przemysław Czarnek – powiedział prezes. Czy da się to odczytać inaczej, niż jako namaszczenie Czarnka na szefa przyszłego rządu PiS?

I zagranie to ciekawe, bo przecież przy Nowogrodzkiej ustawiła się cała kolejka chętnych do roli premiera. Takie ambicje mają choćby Mateusz Morawiecki czy Tobiasz Bocheński. Jest więc oczywiste, że te pozornie niewinne słowa prezesa wywołały niepokój u innych kandydatów.

Znając Kaczyńskiego, nie był to przypadek – on lubi rzucić takie hasełko, pochwalić któregoś ze swoich ludzi i wybadać reakcję. Czy poczuje się zbyt mocny? A może okaże pokorę? Ale to też test dla innych frakcji – czy uszanują wolę prezesa? Czy zaczną się intrygi wymierzone w wybrańca?

Gra wyborcza?

Bronisław Komorowski wskazał w rozmowie z „Faktem” jeszcze jedną ciekawą rzecz. Wskazanie Czarnka może być ukłonem w stronę radykalnej części elektoratu. I tych wyborców, którzy wahają się między PiS a Konfederacją. Jak wiadomo, Kaczyński przekreślił scenariusz „koalicja z Konfederacją” i chce, by PiS rządziło samodzielnie. A do tego niezbędne jest przechwycenie części elektoratu „Konfy”.

Nie jestem pewien czy to jest „namaszczenie” na premiera, czy też wykorzystanie faktu, że on wywołuje skojarzenia z radykalnie prawicowymi poglądami. Na tę chwilę, mówienie pozytywnie o panu Czarnku, pasuje do walki Kaczyńskiego o elektorat skrajnej prawicy – wskazuje Komorowski. – Według mnie to jest jednak ruch testujący Czarnka. Ale jednocześnie wykorzystujący jego nazwisko na tym etapie, kiedy Kaczyński walczy o skrajnie prawicowych wyborców – dodał były prezydent.

Nieprzypadkowo też prezes odkurzył Roberta Bąkiewicza. To wszystko mają być gesty skierowane w stronę tego bardziej radykalnego elektoratu.

Do wyborów są dwa lata, więc ja nie wykluczałbym takiego manewru Jarosława Kaczyńskiego, że on dzisiaj się zwraca na prawo, próbując przeciągnąć na swoją stronę część zwolenników Konfederacji albo w ogóle ją zniszczyć – wskazał Komorowski. – Ale nie wykluczałbym też tego, że jeżeli mu się to uda, to za rok, na rok przed wyborami, będzie próbował zwrotu ku centrum, czyli łagodząc język, podkreślając cnoty demokratyczne, umiarkowanie. Bo jego zwrot na radykalne prawo, niewątpliwie nie wszystkim w PiS będzie się podobał – analizuje były prezydent.

Źródło: Fakt

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz