Polityka i spoleczenstwo

Burmistrz wyskoczył na piwko z Romanowskim, teraz gęsto się tłumaczy. „Wszystko on fundował”

11 października 2025, 09:17617 wyswietlen
Udostępnij:

Czasami warto się dwa razy zastanowić, nim wybierze się z kimś na piwo. Burmistrz Izbicy (woj. lubelskie) pojechał do Budapesztu w ramach delegacji i tam spotkał się z Marcinem Romanowskim. Teraz samorządowiec musi się gęsto tłumaczyć. Burmistrz wyskakuje na piwo ze zbiegłym posłem PiS  Burmistrz Izbicy Jerzy Lewczuk latem pojechał do Budapesztu za pieniądze podatników – w ramach delegacji. Oznacza to, że zwrócono mu koszty paliwa — 560 zł. I właściwie mało kogo by to obchodziło, gdyby nie to, że na miejscu poszedł na piwo z Marcinem Romanowskim, czyli słynnym zbiegłym posłem PiS, który ukrywa się na Węgrzech i ani myśli wracać do kraju.  – Z Jerzym Lewczukiem, burmistrzem Izbicy — rozmowy o sprawach regionu, planowanie interpelacji poselskich, a także chwila wytchnienia i zwiedzanie Budapesztu by night i w blasku popołudniowego słońca — pochwalił się w sierpniu Romanowski i dodał do postu zdjęcia ze spotkania z samorządowcem. Sprawę dopiero teraz nagłaśniają media – poszło o koszty. — Na nocleg to byłem kwaterowany u pana posła. Przecież on ma tam mieszkanie. Obiad, nie obiad, wszystko on fundował — tłumaczył Wirtualnej Polsce Lewczuk.  Dlaczego w ogóle pojechał do Romanowskiego, który przecież od dawna w praktyce nie pracuje jako poseł? Chodziło o „sprawy

Burmistrz wyskoczył na piwko z Romanowskim, teraz gęsto się tłumaczy. „Wszystko on fundował”

Czasami warto się dwa razy zastanowić, nim wybierze się z kimś na piwo. Burmistrz Izbicy (woj. lubelskie) pojechał do Budapesztu w ramach delegacji i tam spotkał się z Marcinem Romanowskim. Teraz samorządowiec musi się gęsto tłumaczyć.

Burmistrz wyskakuje na piwo ze zbiegłym posłem PiS 

Burmistrz Izbicy Jerzy Lewczuk latem pojechał do Budapesztu za pieniądze podatników – w ramach delegacji. Oznacza to, że zwrócono mu koszty paliwa — 560 zł. I właściwie mało kogo by to obchodziło, gdyby nie to, że na miejscu poszedł na piwo z Marcinem Romanowskim, czyli słynnym zbiegłym posłem PiS, który ukrywa się na Węgrzech i ani myśli wracać do kraju. 

– Z Jerzym Lewczukiem, burmistrzem Izbicy — rozmowy o sprawach regionu, planowanie interpelacji poselskich, a także chwila wytchnienia i zwiedzanie Budapesztu by night i w blasku popołudniowego słońca — pochwalił się w sierpniu Romanowski i dodał do postu zdjęcia ze spotkania z samorządowcem.

Sprawę dopiero teraz nagłaśniają media – poszło o koszty.

Na nocleg to byłem kwaterowany u pana posła. Przecież on ma tam mieszkanie. Obiad, nie obiad, wszystko on fundował — tłumaczył Wirtualnej Polsce Lewczuk. 

Dlaczego w ogóle pojechał do Romanowskiego, który przecież od dawna w praktyce nie pracuje jako poseł? Chodziło o „sprawy regionu i samorządu”. — Co mogłem z nim załatwić, uzgodnienia jakieś — próbował wyjaśnić wizytę na Węgrzech.

A skąd to piwo? I na to burmistrz ma uzasadnienie! Jest „zwykłym śmiertelnikiem” i po prostu po pracy idzie relaksacyjne się napić. Oczywiście piwa bezalkoholowego!

I wreszcie najważniejsze: czy przypadkiem samorządowiec nie pojechał sobie na krótkie wakacje za publiczne środki? — To nie był turystyczny wyjazd, bo mam delegację służbową. Jakby mi mieszkańcy nie ufali, to by mnie nie wybrali po raz kolejny na trzecią już kadencję — wyjaśnił wszystko najbardziej zainteresowany. 

Przewodniczący Rady Miejskiej, który „klepnął” delegację burmistrzowi, okazał się bardziej bezpośredni. Lewczuk pojechał, gdyż „miał taką potrzebę”, a poseł Romanowski to jego przyjaciel, który pomagał „w różnych sprawach”. Nie wydaje mi się, żebyśmy za takie małe pieniądze zrobili jakiś nietakt. Myślę, że inni wydają na takie rzeczy bardziej niepotrzebne i to dużo większe pieniądze — bronił kolegi po fachu Jerzy Dusznik .

Źródło: wp.pl, Fakt.pl, X

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz