Błaszczak zaczął snuć dziwaczne teorie, odpowiedź MON zgasiła go ja zapałkę. "Szanowny panie pośle..."
Mariusz Błaszczak skomentował słynny już na cały kraj wybuch tajemniczego obiektu w Osinach. Jego zdaniem w MON doszło do poważnego zaniedbania. Mariusz Błaszczak komentuje sprawę tajemniczego obiektu W nocy z wtorku na środę coś spadło z nieba – tajemniczy obiekt „wylądował” w miejscowości Osiny w powiecie łukowskim (woj. lubelskie) na polu kukurydzy, chwilę potem eksplodował. Sprawę skomentował były szef MON Mariusz Błaszczak. Polityk PiS postanowił uderzyć w swojego następcę, czyli Władysława Kosiniaka-Kamysza. – Gdyby do takiej sytuacji doszło za czasów rządów PiS, wszyscy politycy opozycji domagaliby się natychmiastowej dymisji. Ja domagam się rzetelnej informacji i potwierdzenia czy prawdą jest, że MON przestał korzystać z systemu antydronowego SKYctrl zakupionego w czasach rządów PiS, który mógłby wykryć ten obiekt – napisał w poście, który opublikował na portalu X. – Jeśli potwierdzą się te informacje, będzie to oznaczało całkowitą kompromitację kierownictwa resortu – dodał. Innymi słowy, Błaszczak postanowił przestraszyć Polaków, że polski rząd zaniedbał tak kluczową kwestię jak obrona nieba. Skoro do opinii publicznej przedostało się zdjęcie obiektu, który spadł, rząd powinien bezzwłocznie poinformować co nim jest. Gdyby do takiej sytuacji doszło za czasów rządów PiS, wszyscy politycy opozycji domagaliby się natychmiastowej dymisji. Ja domagam się rzetelnej… — Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) August 20,

Mariusz Błaszczak skomentował słynny już na cały kraj wybuch tajemniczego obiektu w Osinach. Jego zdaniem w MON doszło do poważnego zaniedbania.
Mariusz Błaszczak komentuje sprawę tajemniczego obiektu
W nocy z wtorku na środę coś spadło z nieba – tajemniczy obiekt „wylądował” w miejscowości Osiny w powiecie łukowskim (woj. lubelskie) na polu kukurydzy, chwilę potem eksplodował. Sprawę skomentował były szef MON Mariusz Błaszczak.
Polityk PiS postanowił uderzyć w swojego następcę, czyli Władysława Kosiniaka-Kamysza. – Gdyby do takiej sytuacji doszło za czasów rządów PiS, wszyscy politycy opozycji domagaliby się natychmiastowej dymisji. Ja domagam się rzetelnej informacji i potwierdzenia czy prawdą jest, że MON przestał korzystać z systemu antydronowego SKYctrl zakupionego w czasach rządów PiS, który mógłby wykryć ten obiekt – napisał w poście, który opublikował na portalu X. – Jeśli potwierdzą się te informacje, będzie to oznaczało całkowitą kompromitację kierownictwa resortu – dodał.
Innymi słowy, Błaszczak postanowił przestraszyć Polaków, że polski rząd zaniedbał tak kluczową kwestię jak obrona nieba.
Skoro do opinii publicznej przedostało się zdjęcie obiektu, który spadł, rząd powinien bezzwłocznie poinformować co nim jest.
Gdyby do takiej sytuacji doszło za czasów rządów PiS, wszyscy politycy opozycji domagaliby się natychmiastowej dymisji. Ja domagam się rzetelnej…
— Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) August 20, 2025
Reakcje władz
Wszystko szybko skomentowało Ministerstwo Obrony Narodowej. – Szanowny panie pośle, prosimy nie rozpowszechniać kłamstw. Wojsko Polskie dalej korzysta z systemu antydronowego SKYctrl – zdementowało sugestię byłego ministra. – Wykorzystujemy każdy system, który jest na wyposażeniu Wojska Polskiego i który służy wzmocnieniu bezpieczeństwa państwa – dodano.
Szanowny Panie Pośle @mblaszczak, prosimy nie rozpowszechniać kłamstw. Wojsko Polskie dalej korzysta z systemu antydronowego SKYctrl. Wykorzystujemy każdy system, który jest na wyposażeniu Wojska Polskiego i który służy wzmocnieniu bezpieczeństwa państwa.
— Ministerstwo Obrony Narodowej 🇵🇱 (@MON_GOV_PL) August 20, 2025
Nie zmienia to faktu, że coś spadło na terytorium Polski – PAP, powołując się na źródła związane z MON, podała, że miał być to tzw. wabik, czyli dron pozbawiony głowicy bojowej i tylko z małą ilością materiału wybuchowego.
Nadal nie jest tylko jasne, skąd dron wziął się na terenie Polski. Oczywiście najpewniej spadł z terenów Białorusi albo Ukrainy. To generuje kolejne pytania: czy zabłąkał się w akcji i po prostu przez czyjąś pomyłkę trafił na terytorium naszego kraju, czy był to test tego, jak działają polskie systemy i służby. Za tym ostatnim stałaby zapewne Białoruś (w porozumieniu z Rosją).
Mały rozmiar drona i to, że leciał na niskiej wysokości pozwoliło przenieść sprzęt niepostrzeżenie dla systemów wojskowych. To cenna uwaga: polski system obronny należałoby uszczelnić na wypadek ataków tego typu bronią.
Źródło: wp.pl
Udostepnij artykul
